Anna Kamieńska w wierszu Daremne przedstawia problem silnego związku człowieka z przedmiotami, które z biegiem życia pozostają w świadomości w kształcie wspomnień. Nagromadzone przez lata tworzą swoisty bagaż, którego człowiek nie umie lub nie chce się pozbyć. Jest to więc utwór o człowieku uwikłanym w czas, w przedmioty i zdarzenia.
Już na samym początku określona zostaje perspektywa czasowa, a pierwszy wers kończy się wielokropkiem, stanowiącym podstawowy wyróżnik kompozycyjny tekstu - po nim pojawią się wyliczenia, które zobrazują, jakie przedmioty określą życie podmiotu lirycznego.
Noszę od dzieciństwa cały ten bagaż:
Cechą bagażu jest to, że stanowi dla właściciela zarówno wielką wartość (emocjonalną,
materialną, ...), ale jest też ciężarem, który trzeba dźwigać. I nie chodzi tu tylko o dźwiganie bagażu
w sensie dosłownym, chodzi również o obciążenie psychiczne przez wspomnienia o owych przedmiotach.
Skrzypce ojca w czarnym futerale,
Drewniany talerz z napisem:
„Do soli i chleba gości nam potrzeba”,
Jedną dróżkę głęboką,
[…]
Skrzypce, drewniany talerz, dróżka, pleśń, łóżeczko, wazon - ten zestaw wyliczeń pokazuje
wyraźnie, że podmiot liryczny mówi o przedmiotach i elementach przestrzeni (dróżka) odbitych w jego
pamięci. Drewniany talerz z napisem:
„Do soli i chleba gości nam potrzeba”,
Jedną dróżkę głęboką,
[…]
Po sekwencji wyliczeń następuje moment refleksji.
Przedmioty
Trwalsze nad życie,
Oczywiście refleksja ta jest przyomnieniem obiegowej myśli, że życie człowieka jest bardziej
kruche niż istnienie przedmiotów, mających większą szansę na wytrzymanie próby czasu. I znowu następuje powrót do wyliczeń.
Wypchanego głuszca
Na spróchniałym kredensie,
Ach, i jeszcze tę całą
Piramidę schodów i drzwi.
Po raz kolejny następuje pewnego rodzaju podsumowanie refleksji o przedmiotach. Na spróchniałym kredensie,
Ach, i jeszcze tę całą
Piramidę schodów i drzwi.
To nielekko
Dźwigać tyle rupieci,
A wiem, że do końca
Nie pozbędę się ani jednego.
Zapowiedź o obecności przedmiotów w pamięci do samego końca życia zawiera pewną istotną
sugestię swoistej przemiany, której ulega podmiot liryczny - bo oto pojawia się słowo deprecjonujące:
rupiecie. Zatem wspomniana zapowiedź nie brzmi już tak pewnie, więzi z przedmiotami zostały
zachwiane. I wreszcie zamknięcie utworu.
Dźwigać tyle rupieci,
A wiem, że do końca
Nie pozbędę się ani jednego.
Aż przyjdzie mądra moja matka,
Przyjdzie znikąd do nikąd,
I powie:
– Złóż to wszystko, córuchno.
To nie ma sensu.
Przyjdzie znikąd do nikąd,
I powie:
– Złóż to wszystko, córuchno.
To nie ma sensu.
