Interpretacja wiersza Gałczyńskiego Filon i Laura. Wersja nowa
Konstanty Ildefons Gałczyński pozwolił sobie na kabaretową transformację sielanki Franciszka Karpińskiego Laura i Filon. Nie obeszło się zatem bez
wprowadzenia elementów karykaturalizacji (pudrująca się Laura), groteski (matka inwigilująca córkę z wierzchołka drzewa) i wulgaryzacji (pasterka w rui oraz metafora
miłosne przęsło, które spoiło kochanków).
Gałczyński odwołuje się do wiersza Karpińskiego bezpośrednio:
- poprzez tytuł ze zmienioną kolejnością imion bohaterów,
- poprzez zacytowanie całej pierwszej strofy sielanki Laura i Filon:
Już miesiąc wzeszedł, psy się uśpiły
i coś tam klaszcze za borem...
- Pewnie mnie czeka mój Filon miły
pod umówionym jaworem.
W strofie drugiej podmiot liryczny - przyjmujący rolę narracyjną (wzmocnioną faktem, że posiada pełną wiedzę również o przeżyciach wewnętrznych bohaterki) -
w sposób niezwykle uproszczony (żeby nie rzec - skarykaturalizowany) przedstawia działania Laury.
Te słowa rzekła smętna pasterka,
wiosnę poczuwszy i ruję:
bieży i patrzy w srebro lusterka,
liczko rumiane pudruje.
Istotną funkcję pełni epitet smętna. Ten archaiczny przymiotnik przestał już być synonimem wyrazu smutny w tym sensie, że pobrzmiewają w nim
sugestie negatywne: ponurość, posępność, zgorzknienie, a nawet znudzenie i poczucie bezsensu.
W strofie drugiej zaskakuje obniżenie tonacji stylistycznej - to już nie jest literacki obraz uczuć sentymentalnych, ale nader swobodne ujęcie
kabaretowe: pasterka czuje ruję, przygląda się swojemu odbiciu w lusterku i pudruje policzki. Oto przejawy współczesnego Gałczyńskiemu zepsucia, którego poeta nie chce jednak
krytykować, ale chce się nim bawić.
Otóż i jawor, jawor zielony
miesiąc przez listki przepuszcza,
a wtem się tkliwe ozwały strony:
to Filon wychodzi z kuszcza;
strzepnął z pluderków suche paprocie,
na Laurę spojrzał kochaną.
A na to Laura: - Filonie, do cię
miłość żywię obłąkaną.
- Ja też, ja też - rzekł Filon. I onych
spoiło miłosne przęsło.
Szumiał i szumiał jawor zielony -
nagle się drzewo zatrzęsło:
matka to była na drzewa szczycie,
córkę inwigilowała;
i w takiej chwili z krzykiem: "O dziecię!"
rzuca się między dwa ciała:
- O ty nieszczęsna, mówiłaś wonczas:
"Idę do kina grzecznie".
Tu z patałachem szukasz miesiąca
i grzesznie, i niebezpiecznie.
Co mówiąc, córkę; bierze do ręki,
gaikiem do domu idą.
A tkliwy Filon wszczętej piosenki
musiał dokończyć z Dorydą.