Juliusz Słowacki (1809–1849) przez całe życie przegrywał z Mickiewiczem — i przez całe życie z nim rozmawiał. Pisał więcej, odważniej i bardziej wirtuozowsko, ale to tamtego czytano.
Uznanie przyszło dopiero po jego śmierci, gdy Młoda Polska odkryła w nim patrona nowoczesnej wyobraźni. Dziś jest w kanonie tak samo pewnie jak jego rywal — i jest w nim autorem trudniejszym, bardziej niepokojącym.

Urodzony w Krzemieńcu, syn profesora, wychowany przez matkę Salomeę, do której pisał listy przez całe życie. Po wybuchu powstania listopadowego wyjechał z misją dyplomatyczną i już nie wrócił — resztę życia spędził na emigracji, głównie w Paryżu.
Odbył podróż na Wschód: Grecja, Egipt, Ziemia Święta. Z niej wziął się Grób Agamemnona i wiele późniejszych obrazów. W ostatnich latach zwrócił się ku mistyce, tworząc własny system filozoficzny (Genezis z Ducha). Zmarł na gruźlicę w Paryżu, mając czterdzieści lat.
Polemika zamiast naśladownictwa. Kordian jest odpowiedzią na Dziady: Słowacki bierze romantycznego bohatera i pokazuje, że sam gest nie wystarczy. Winkelriedyzm przeciw mesjanizmowi — to jeden z najlepszych sporów w polskiej literaturze.
Język. Nikt przed nim nie robił z polszczyzną takich rzeczy. Wiersz Słowackiego bywa popisem, ale ten popis zawsze coś znaczy.
Powrót do epokiRomantyzm