polskimatura.pl / Lektury / Autorzy i teksty / Stefan Ahnhem Osiemnaście stopni poniżej zera
📄 Tekst literacki

Stefan Ahnhem Osiemnaście stopni poniżej zera

Jak napisać dobry kryminał?

      Przede wszystkim trzeba czytelnika umieć zaskoczyć. I to pierwszorzędnie. Najpierw konieczne jest zbudowanie przekonania, że czytelnik odgaduje intrygi, domyśla się – wszak jest inteligentny, ale w finale konieczna jest kumulacja zaskoczeń.
      Zaskoczenie ma jednak swoje reguły. Czytelnik może zostać ograny, ale nie może zostać oszukany – morderca wyciągnięty w finale jak królik z kapelusza to nie zaskoczenie, to kapitulacja autora. Dlatego dobry kryminał jest grą pozornie uczciwą: wszystkie nici leżą na wierzchu, tylko poplątane, a między nimi autor rozkłada tropy fałszywe, które połykamy z apetytem – i o to właśnie chodzi. Sztuka polega na tym, by po ostatniej stronie mieć ochotę wrócić do pierwszej i sprawdzić, w którym miejscu daliśmy się nabrać.
      Następna sprawa to przygotowanie już indywidualnej receptury na styl. I tak na przykład Stefan Ahnhem proponuje dużą dozę okrucieństwa (roztrzaskiwanie głów, torturowanie ofiar, szalone pościgi samochodowe kończące się runięciem samochodu do wody itp.). Do tego dochodzi duża dawka wulgarności, z nazewnictwem organów płciowych.
      Można się na tę estetykę zżymać, ale trudno udawać zdziwienie. Kryminał skandynawski od dawna licytuje się na mrok – odkąd Henning Mankell, a po nim Stieg Larsson pokazali, że pod idyllą państwa opiekuńczego biegną pęknięcia, kolejni autorzy sprawdzają, o ile jeszcze można podbić stawkę. Ahnhem podbija bez wahania. Jest w tym zresztą pewna logika estetyczna: im bielszy śnieg, tym lepiej widać na nim krew. Nieprzypadkowo już tytuł powieści brzmi jak komunikat meteorologiczny – chłód nie jest tu tłem, lecz zasadą świata przedstawionego, a od strony czytelniczej: gwarancją, że nikt nas nie przytuli.
      Ale jest też dowcip. Na przykład stwierdzenie w rodzaju: „I pozwolił, żeby w jego imieniu przemówiła cisza” (fragment rozmowy telefonicznej nastolatka z rodzicem).
      I ten dowcip nie jest ozdobnikiem. W prozie tak gęstej od okrucieństwa humor działa jak wentyl bezpieczeństwa – pozwala czytelnikowi odetchnąć dokładnie na tyle, by dał się za chwilę znowu ścisnąć. Jest też sygnałem czegoś ważniejszego: autor, który panuje nad komizmem (a to najtrudniejszy z rejestrów), budzi zaufanie, że panuje również nad całą resztą.
      Dość popularne w kryminałach z ostatnich lat stało się pozowanie głównego bohatera lub bohaterki na osobę ze skomplikowaną psychiką, z uzależnieniami. Można powiedzieć śmiało, że prowadzą oni walkę na dwóch frontach: zmagają się z nałogiem alkoholowym i ścigają przestępców. Praca, wpływ kolegów zmusza ich do podjęcia walki z własną słabością.
      Chwyt ma zresztą szacowną genealogię: Philip Marlowe zaglądał do kieliszka, Sherlock Holmes – do strzykawki, Wallander zapominał o jedzeniu, śnie i badaniach kontrolnych. Dzisiejszy śledczy bez żadnego demona wyglądałby wręcz podejrzanie, jak kandydat, który na rozmowie o pracę wyznaje, że jego największą wadą jest perfekcjonizm. Funkcja tego chwytu jest podwójna. Po pierwsze – uczłowieczenie: herosowi bez skazy kibicować trudno. Po drugie – buchalteria napięcia: bohater, który oprócz śledztwa może przegrać także samego siebie, ma do stracenia dwa razy więcej, a autor dostaje drugi licznik tykającej bomby, całkiem za darmo.
      Do receptury Ahnhema trzeba wreszcie dopisać składnik, który łatwo przeoczyć, bo jest przezroczysty: warsztat scenarzysty (zanim zajął się powieściami, pisał scenariusze, między innymi przy telewizyjnych adaptacjach Mankellowskiego Wallandera). Widać ten warsztat w samej konstrukcji: krótkie rozdziały jak sceny, cięcie w najmniej wygodnym dla czytelnika momencie, montaż równoległy kilku wątków, z których każdy urywa się na zakręcie. To proza pisana pod wewnętrzny ekran odbiorcy – i pewnie dlatego połyka się ją tak szybko, mimo że porcja jest obfita.
      Czy z tej receptury powstaje literatura wysoka? Nie. Ale też nikt tego nie obiecywał. Dobry kryminał to rzemiosło w szlachetnym, przedindustrialnym sensie tego słowa – jak porządnie zrobiony zegarek: mechanizm ma chodzić, sprężyna ma być napięta, a całość ma tykać do ostatniej strony. To, że po lekturze zostaje w nas głównie wspomnienie emocji, a nie zdania do podkreślania ołówkiem? Cóż, od zdań do podkreślania są inne półki naszej biblioteki. Kryminał ma inne zadanie: sprawić, żebyśmy o trzeciej w nocy obiecywali sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”. Ahnhem to zadanie wykonuje. Powrót na stronę STEFAN AHNHEM
Potrzebujesz pomocy?

Nie wiesz, jak zinterpretować ten tekst?

Na korepetycjach online wspólnie przeanalizujemy wiersz albo fragment prozy — od tezy interpretacyjnej po środki stylistyczne i konteksty. Tak, żebyś umiał zrobić to sam na maturze.

Sprawdź korepetycje z języka polskiego →
E-book · 213 stron Umiesz czytać teksty? Sprawdź się na maturze ustnej E-book Matura ustna 2027: 76 zadań jawnych CKE z gotową tezą, argumentami i kontekstami, a do tego 15 autorskich zadań niejawnych na ćwiczenie samodzielnej interpretacji. Zobacz e-book →

Najpierw sprawdź za darmo — bezpłatny fragment, 8 stron →

Czytaj dalej w tym dziale