Informacja zwrotna - powieść o alkoholiku
Mimo narzekań na słabe czytelnictwo w Polsce, liczba publikacji dzieł artystycznych rośnie. Prawda jest jednak taka,
że nie wszyscy odnoszą sukces. Ba, sukces przypada w udziale garstce.
W tym kontekście rodzi się pytanie o czynniki sprawcze powodzenia książki, zwłaszcza jeśli chodzi o gatunek powieściowy.
Czy jest to kwestia oszałamiających pomysłów co do toku akcji (jak u Remigiusza Mroza), czy może specyficzny styl (jak w przypadku stylu
dresiarskiego opartego na nadmiarze wulgaryzów u Doroty Masłowskiej)? Z pewnością tak. Ale jednym z istotniejszych żródeł siły książki - siły, która
przyciąga czytelników - jest szczerość. Szczerość aż do bólu.
Na czym polega szczerość w utworze fikcjonalnym?
No właśnie. O jak rozumianą szczerość tutaj chodzi?
U Masłowskiej jest to kwestia braku zahamowań językowych. Ona potrafiła zredukować do minimum autocenzurę, gdyż w innym
przypadku narracja stałaby się wyblakła i pozbawiona autentyczności językowej.
A co zadziałało u Jakuba Żulczyka? Zdaje się, że między innymi pierwszy akapit
Podziękowań.
Dziękuję Marysi i Mariuszowi, moim terapeutom, którzy zaprowadzili mnie na drogę trzeźwości. Nie chcę myśleć, jak byłoby dziś
bez Was.
1
W zasadzie to chyba jednak trzeba zwrócić uwagę na cały tekst
Podziękowań, gdzie mowa jest o ośrodku terapeutycznym
Olcha, o grupie Drewno, o informacjach Jana Śpiewaka na temat afery reprywatyzacyjnej w Warszawie itd.
W ten sposób uzyskujemy pewność, że "świadomość" narratora ma solidny grunt osadzony na ekstremalnych doświadczeniach
autora, jego traumie, ale i woli pokonania nałogu oraz motywacji, która doprowadziła autora do konstrukcji dzieła o takim a nie innym kształcie
oraz napięciu treści i formy.
Kim jest Marcin Kania?
Takie pytanie stawia na samym początku narrator-bohater i chyba nie chce w tym momencie nazywać rzeczy po imieniu. Mówi tylko:
"Wiadomo, kim jestem". Słowo "alkoholik" nie pada. Prolog brzmi jak wyznanie nałogowca skierowane w jakiejś mierze do uczestników grupy AA, a w
innej mierze - do czytelnika.
Kim więc jest Kania?
Pracował w przemyśle rozrywkowym (ale określił tę aktywność jako "lepienie w szlamie"). Był muzykiem, menedżerem, wydawał
pismo o muzyce (stwierdza, że się nieźle rozchodziło), zakładał pierwsze portale internetowe. Przede wszystkim jednak był autorem jednego
przeboju, który przyniósł mu duże pieniądze zarobione na tantiemach za "starą i głupią piosenkę".
Ma pięćdziesiąt lat, jest żonaty, ale w separacji. I to, co mówi o rodzinie, jest wstrząsające.
Alkoholik nie traci rodziny, on ją zabija
Druga strona Prologu przynosi zmianę tonacji. Marcin Kania nazywa tutaj rzeczy po imieniu i nie ma litości nad sobą. Akapit
poświęcony rodzinie mówi sam za siebie.
Mówi się, że przez alkohol traci się rodzinę. Nie, nie tylko. Rodzinę się zabija. Najpierw morduje się każdego z jej
członków z osobna.
To "mordowanie" jest metaforą niszczenia rodziny, ale - jak ze zdumieniem odkrywa Kania - w pewnym momencie pojawia się
obawa, że może to nie być tylko metafora. Kania nie jest pewien, co się stało z jego synem, nie pamięta, ale czegoś się bardzo lęka, bowiem syn
zaginął, a on jako ostatni miał z nim kontakt.
Język równa się człowiek
Literatura jest zapisem człowieka, formą ekspresji prawdy o człowieku.
←Powrót na stronę JAKUB ŻULCZYK