Interpretacja wiersza Widzenie katedry w Chartres Juliana Przybosia
Określenie "katedra" nie jest na tyle pojemne, by wyrazić tę niezwykłość budowli gotyckiej, która uzmysławia, jaki wysiłek był potrzebny,
by wydźwignąć kamienie "od oczu do lazuru", z ziemi, hen wysoko, niemalże pod niebiosa.
To nie katedra, to ciężar
kamieni wydźwigniętych
od oczu do lazuru -
Spojrzenie Juliana Przybosia na katedrę w Chartres jest próbą poetyckiego uruchomienia przestrzeni architektonicznej poprzez światło i grę
kolorów wywołaną przez witraże.
Błysk wielosiecznych kolorami mieczy
odciął wnętrze od murów.
Czyżby prawa ciążenia
zwyciężał
[…]
Wielobarwne światło witraży, które przebija wnętrze katedry niczym miecze, wywołuje wrażenie wyodrębnienia środka budowli od murów.
Efekt jest taki, jakby w tej przestrzeni przezwyciężone zostały prawa ciążenia.
Zakres tej analizy
Poniższe omówienie pracuje na początkowej części utworu — na dwóch przytoczonych wyżej fragmentach. To wystarczy,
żeby pokazać warsztat Przybosia i przećwiczyć metodę, ale nie jest odczytaniem całości. Dalej wiersz idzie jeszcze w kilku kierunkach,
o których trzeba wiedzieć, zanim postawi się tezę o całym tekście: pojawia się wspólne oglądanie katedry i zwroty do drugiej osoby,
ruch spojrzenia w górę zostaje odwrócony w opadanie, a utwór zamyka wezwanie „Dożyj siebie ze światła!". Wnioski z tej analizy odnoś
więc do fragmentu, a nie do całego wiersza.
Teza do tego fragmentu
W przytoczonej części Przyboś nie tyle opisuje katedrę, ile zapisuje to, co dzieje się z patrzącym: mierzy gotyk
ruchem oka i ciężarem podniesionego kamienia, a nie metrami i stylem. Nie znaczy to, że wiersz przestaje być opisem dzieła sztuki —
opis jest tu obecny, tyle że prowadzony od strony obserwatora. Można więc czytać ten utwór jako poetycką ekfrazę o silnie podmiotowej ramie;
nazwa gatunkowa nie jest przedmiotem sporu, ważny jest kierunek, z którego pada spojrzenie.
Tytuł: dwa znaczenia słowa „widzenie”
Cała praca zaczyna się w tytule. „Widzenie” to najzwyklejsza czynność zmysłowa — i jednocześnie termin z języka
religijnego, oznaczający objawienie (widzenie świętego, widzenie mistyczne). Przy katedrze oba znaczenia stają obok siebie i nie da się rozstrzygnąć,
które jest ważniejsze. To rozstrzygnięcie należy do czytelnika i jest dobrym miejscem na tezę w wypracowaniu.
Zwróć uwagę, że tytuł nie brzmi „Katedra w Chartres”. Rzeczownik w mianowniku zapowiadałby opis obiektu.
Rzeczownik odczasownikowy zapowiada proces — i wiersz tę zapowiedź wypełnia.
Zaprzeczenie jako metoda
Utwór otwiera się przeczeniem: to nie katedra. Ten chwyt jest u Przybosia programowy. Gotowe słowo „katedra”
przynosi ze sobą pocztówkę, wieżę i przewodnik turystyczny — czyli wszystko to, co zwalnia z patrzenia. Poeta musi więc najpierw nazwę odrzucić,
żeby zobaczyć rzecz.
W jej miejsce wchodzi ciężar i kamienie wydźwignięte. Warto nazwać to precyzyjnie:
„wydźwigniętych” to imiesłów przymiotnikowy bierny, a więc forma, która zakłada wykonawcę czynności, choć go nie wymienia.
Kamienie nie wzniosły się same — ktoś je wydźwignął. Nazwa budowli zostaje zastąpiona śladem cudzego, ludzkiego wysiłku: katedra przestaje być
budynkiem, a staje się zapisem pracy, którą trzeba było wykonać, żeby kamień znalazł się w górze wbrew swojej naturze.
Miara tej wysokości też jest nietypowa: „od oczu do lazuru”. Nie od posadzki do sklepienia, tylko od patrzącego
do nieba. Wiersz od pierwszych wersów ustawia więc człowieka w środku obrazu — wysokość liczy się od jego oczu.
Światło, które tnie
Druga część utworu należy do witraży, z których słynie Chartres. Przyboś opisuje ich światło metaforą militarną:
„błysk wielosiecznych kolorami mieczy”. To określenie robi kilka rzeczy naraz. Nadaje światłu ostrość i sprawczość —
światło nie pada i nie oświetla, tylko tnie. Wprowadza średniowieczny rekwizyt (miecz), zgodny z epoką budowli. I jest skrótem: jeden epitet
„wielosiecznych kolorami” zastępuje cały opis wielobarwnych smug.
Skutek tego cięcia jest architektoniczny: światło „odcięło wnętrze od murów”. Wnętrze przestaje
przylegać do konstrukcji, która je trzyma. Tak właśnie działa gotyk — mur zostaje zastąpiony szkłem, ciężar przeniesiony na przypory, a wnętrze
sprawia wrażenie zawieszonego. Przyboś oddaje to jednym czasownikiem, bez ani jednego terminu z historii sztuki.
Pytanie zamiast zachwytu
Zwróć uwagę na tryb, w jakim pada wniosek o ciążeniu. Nie „zwyciężył prawa ciążenia”, tylko
„czyżby prawa ciążenia zwyciężał” — pytanie, i to pytanie niepewne. Przyboś nie ogłasza w tym miejscu cudu; rejestruje
wrażenie wzrokowe opisane językiem fizyki i zostawia je jako pytanie.
Uwaga na częsty błąd: to pytanie stoi w początkowej partii wiersza, a nie w jego zakończeniu — utwór kończy się
wezwaniem „Dożyj siebie ze światła!". Nie wolno więc pisać, że Przyboś „zamyka wiersz pytaniem”. Można natomiast pokazać, jak w tym fragmencie
buduje się napięcie między tym, co widać, a tym, w co skłonni jesteśmy uwierzyć — czyli dokładnie dwuznaczność zapowiedziana w tytule.
Awangardowy warsztat: skrót i czasownik
Przyboś należał do Awangardy Krakowskiej i pisał zgodnie z jej hasłem: minimum słów, maksimum treści. Ten wiersz jest
tego podręcznikowym przykładem. Nie ma w nim zdania opisowego, nie ma przymiotników upiększających, nie ma wyznania uczuć. Pracę wykonują
czasowniki i imiesłowy: wydźwignięte, odciął, zwyciężał.
Stąd bierze się wrażenie ruchu w wierszu o budynku, który przecież stoi nieruchomo. Przyboś przenosi dynamikę z przedmiotu
na spojrzenie: to oko biegnie od dołu do góry, to światło przecina wnętrze. Jeśli w wypracowaniu masz nazwać dominantę tego utworu, nazwij ją
tak: dynamizacja obrazu środkami gramatycznymi.
Warto też zauważyć zapis. Wersy są nierówne, zdania rozcięte przemilczeniami, myślnik zostawia frazę otwartą. Układ graficzny
naśladuje wznoszenie się wzroku — forma robi to samo, co treść.
Konteksty i wykorzystanie na maturze
Gotyk i średniowiecze. Katedra w Chartres (XII–XIII w.) jest jednym z najsłynniejszych kościołów gotyckich Europy,
znanym przede wszystkim z witraży i charakterystycznego błękitu. Wiersz można więc czytać jako spotkanie XX-wiecznej awangardy ze średniowieczną
ideą wznoszenia się ku Bogu — z tą różnicą, że u Przybosia wznosi się wzrok, nie dusza.
Awangarda Krakowska i program Tadeusza Peipera. Hasło „miasto, masa, maszyna”, kult skrótu i metafory
budowanej, niechęć do bezpośredniego wyznania. Ten wiersz pokazuje, że taka poetyka nadaje się także do tematu sakralnego.
Dzieło sztuki w wierszu. Naturalne zestawienia: Norwid,
Fortepian Szopena — tam sztuka zostaje zniszczona i dopiero wtedy zaczyna działać; u Przybosia trwa i działa na oczach patrzącego.
W obu wypadkach materia i duch spierają się o pierwszeństwo.
Tematy, do których pasuje: jak literatura mówi o dziele sztuki; sacrum w poezji XX wieku; rola obserwatora w opisie;
środki awangardowe i ich funkcja; człowiek wobec dzieła przekraczającego jego skalę.
Błędy, których lepiej uniknąć: streszczanie wyglądu katedry zamiast analizy tekstu; budowanie tezy
o całym wierszu na samym początku utworu, bez części z apostrofami i z finałowym wezwaniem; umieszczanie pytania o ciążenie w zakończeniu
(stoi wcześniej); przypisywanie wierszowi gotowej tezy o triumfie ducha nad materią; traktowanie „mieczy” jako ozdobnika,
choć to metafora nadająca światłu sprawczość.