Bruno Schulz (1892–1942) napisał niewiele — dwa tomy opowiadań — a mimo to jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich prozaików na świecie. Jego Drohobycz to miasto realne i zarazem całkowicie wymyślone.
U Schulza materia żyje: tapety oddychają, sklep rozrasta się w las, ojciec zmienia się w ptaka. To nie fantazja dla efektu, lecz próba pokazania, że rzeczywistość jest nieustannym stawaniem się.

Całe życie spędził w Drohobyczu, gdzie uczył rysunku w gimnazjum. Był przede wszystkim plastykiem — grafikiem i rysownikiem; pisanie traktował długo jako zajęcie prywatne. Sklepy cynamonowe ukazały się dzięki wsparciu Zofii Nałkowskiej.
Po wkroczeniu Niemców trafił do getta w Drohobyczu. Zginął zastrzelony na ulicy w listopadzie 1942 roku. Rękopis powieści Mesjasz, nad którą pracował, zaginął.
Język jako główny bohater. Zdania Schulza są przeładowane metaforą celowo — opis nie relacjonuje świata, tylko go stwarza. Dlatego jego prozy nie da się streścić bez straty.
Mit dzieciństwa. Drohobycz widziany oczami dziecka staje się przestrzenią mityczną, w której czas płynie inaczej, a zwykłe rzeczy mają drugie dno.
Powrót do epokiDwudziestolecie międzywojenne