Pięć części po kolei: szczury, zamknięcie Oranu, dwa kazania Paneloux, śmierć dziecka, koniec epidemii — i kto naprawdę opowiada tę historię.
Streszczenie w trzech zdaniach. W zwyczajnym, nudnym Oranie zaczynają masowo zdychać szczury, potem umierają pierwsi ludzie, a władze — po tygodniach zwlekania — zamykają miasto i odcinają je od świata. Przez kilkanaście miesięcy epidemii kilku mężczyzn organizuje pomoc: doktor Rieux leczy, Tarrou tworzy ochotnicze oddziały sanitarne, urzędnik Grand liczy zmarłych, dziennikarz Rambert najpierw próbuje uciec do ukochanej, a potem zostaje z własnej woli. Dżuma cofa się sama, miasto otwiera bramy i świętuje, ale narrator — którym okazuje się Rieux — kończy ostrzeżeniem, że zarazek nigdy nie ginie i pewnego dnia wróci.
Każda postać jest inną odpowiedzią na to samo pytanie: co robić, kiedy przychodzi nieszczęście, którego nie da się wytłumaczyć. Camus nie stawia żadnej z nich ponad resztą, ale jedną wyraźnie wyróżnia — tę, która po prostu wykonuje swoją pracę.
Bernard Rieux — lekarz, narrator; leczy, bo taki ma zawód, i nie szuka w tym bohaterstwa. Jean Tarrou — przyjezdny, organizuje oddziały sanitarne; chce być „świętym bez Boga”. Joseph Grand — skromny urzędnik, prowadzi statystyki i od lat pisze pierwsze zdanie powieści. Raymond Rambert — dziennikarz z Paryża, odcięty od ukochanej.
Ojciec Paneloux — jezuita; w pierwszym kazaniu nazywa dżumę karą za grzechy, po śmierci dziecka wygłasza drugie, zupełnie inne, i sam umiera. Doktor Castel — stary lekarz, pracuje nad surowicą. Sędzia Othon — sztywny urzędnik, po śmierci syna wraca do obozu jako ochotnik.
Cottard — przestępca ścigany listem gończym; w czasie epidemii nikt się nim nie interesuje, więc dżuma jest dla niego wybawieniem. Kiedy miasto wraca do normy, załamuje się i strzela do ludzi z okna.
Oran przedstawiony jest jako miejsce brzydkie i zwyczajne: ludzie pracują, robią interesy i nie myślą o śmierci. Ta zwyczajność jest ważna — zaraza przychodzi do miasta, które w ogóle się jej nie spodziewa.
Rieux potyka się na schodach o zdechłego szczura. W ciągu kilku dni martwe szczury są wszędzie. Potem zaczynają umierać ludzie: dozorca Michel, kolejni chorzy z gorączką i dymienicami. Lekarze długo nie chcą wypowiedzieć słowa „dżuma”, a władze boją się paniki i reagują z opóźnieniem.
Wreszcie przychodzi telegram z nakazem: ogłosić stan zarazy, zamknąć bramy. Mieszkańcy zostają odcięci od bliskich, listy są zakazane, telegramy skrócone do kilku słów. Zaczyna się to, co Camus nazywa wygnaniem — nie tyle strach przed śmiercią, ile rozłąka.
Jezuita wygłasza w katedrze kazanie, w którym mówi wprost, że dżuma jest karą zesłaną na grzeszne miasto. Mówi do słuchaczy „wy”, nie „my” — i to jedno słowo Camus zapamiętuje.
Dziennikarz próbuje wszystkiego: urzędów, przemytników, łapówek. Ma prawo do szczęścia i nie jest z tego miasta. Rieux nie potępia go ani razu.
Tarrou proponuje zorganizowanie ochotniczych oddziałów sanitarnych. Zgłasza się Grand, potem inni. Narrator podkreśla, że to nie jest bohaterstwo, tylko elementarna przyzwoitość — pytanie brzmiało nie „czy być bohaterem”, tylko „czy być uczciwym”.
Sierpień. Umierają setki ludzi tygodniowo, zwłok jest tyle, że chowa się je we wspólnych dołach, a potem pali w piecach. Miasto żyje w monotonii strachu; ludzie przestają rozpaczać, bo nie mają już siły. To najkrótsza i najbardziej beznamiętna część powieści — i taka miała być.
Chłopiec dostaje eksperymentalną surowicę Castela i umiera w długiej agonii, przy Rieux, Tarrou i Paneloux. To punkt zwrotny całej książki: Rieux mówi księdzu, że nie przyjmie świata, w którym męczone są dzieci.
Paneloux mówi tym razem „my”. Nie tłumaczy już cierpienia karą; stawia sprawę ostro — albo wierzyć we wszystko, albo we wszystko wątpić. Wkrótce sam choruje, odmawia lekarza i umiera z krzyżem w ręce, jako przypadek niepewny.
Gdy ucieczka staje się wreszcie możliwa, dziennikarz rezygnuje z niej sam. Mówi, że wstydziłby się być szczęśliwym w pojedynkę. To jego przemiana i jedna z najważniejszych scen powieści.
Epidemia zaczyna słabnąć; szczury wracają na ulice. Grand choruje i — pierwszy — zdrowieje. Tuż przed otwarciem bram umiera Tarrou, przytomny do końca. Rieux dostaje telegram, że jego żona zmarła w sanatorium poza miastem.
Bramy się otwierają, ludzie witają się na dworcu, miasto świętuje. Cottard, dla którego zaraza była schronieniem, strzela do przechodniów i zostaje aresztowany.
Narrator ujawnia, że pisał to jako świadek, i podpisuje się: to doktor Rieux. Ostatnie zdania mówią, że bakcyl dżumy nie umiera nigdy — może latami czekać w meblach i pościeli, aż znów wyśle szczury na ulice szczęśliwego miasta.
Dwa e-booki, które przydadzą się przy tej lekturze — a ten trzeci przy każdym wierszu
E-book · 252 strony
Wiersz przestaje być tajemnicą
E-book Ślad. Jak interpretować wiersz?: koło interpretacji
i metoda ŚLAD, 15 laboratoriów i 33 omówienia wierszy — od średniowiecza
po współczesność. Wyłącznie o wierszu: jak go czytać, o co pytać
i jak zapisać interpretację.
Zobacz e-book →
Najpierw sprawdź za darmo — bezpłatny fragment, 19 stron →