Cała książka po kolei: aresztowanie i więzienia, obóz w Jercewie, najważniejsze historie współwięźniów, głodówka i wyjście — oraz to, co dzieje się w epilogu.
Streszczenie w trzech zdaniach. Dwudziestoletni Gustaw zostaje w 1940 roku aresztowany przez NKWD przy próbie przedostania się na Litwę, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec — między innymi dlatego, że nosi niemiecko brzmiące nazwisko — i po serii więzień trafia do łagru w Jercewie. Przez dwa lata obserwuje, jak głód, mróz i praca ponad siły rozkładają ludzi: opisuje nocne gwałty urków, mordowanie donosicieli, targ o jedzenie i miłość, historię Kostylewa, który pali sobie rękę, żeby nie pracować dla systemu, i wizytę żony w „domu widzeń”, która niczego nie ratuje. Po układzie Sikorski–Majski Polacy mają być zwolnieni, ale jego wniosek utyka, więc odzyskuje wolność dopiero po głodówce — a w epilogu, już w Rzymie, spotyka współwięźnia, który błaga o zrozumienie za donos, po którym rozstrzelano dwóch ludzi.
Herling nie pisze o „więźniach” w ogóle. Buduje książkę z pojedynczych historii — każda jest osobnym rozstrzygnięciem pytania, ile z człowieka zostaje.
Michaił Kostylew — młody Rosjanin, komunista, który przez francuskie książki zrozumiał, w jakim państwie żyje; codziennie parzy sobie rękę w ogniu, żeby nie pracować na rzecz systemu, a przed wywózką na Kołymę zadaje sobie śmierć. Natalia Lwowna — czyta Wspomnienia z domu umarłych Dostojewskiego i mówi wprost, że tam cierpienie uszlachetniało, a tutaj nie uszlachetnia nikogo.
Jewgienija Fiodorowna — brygadzistka, która wybiera sobie mężczyzn i za to daje lżejszą pracę. Więzień z „domu widzeń” — po długim oczekiwaniu na żonę prosi ją w czasie spotkania, żeby wystąpiła o rozwód. Gorcew — dawny funkcjonariusz NKWD, rozpoznany w obozie i zabity przez współwięźniów.
Urkowie — kryminaliści, obozowa arystokracja; władza przymyka oko na to, co robią. Polityczni — najniżej w hierarchii. Dochodiagi — ludzie u kresu sił, kierowani do „trupiarni”, gdzie się umiera. Narrator — Polak, jeden z niewielu, którzy wyszli.
Gustaw zostaje zatrzymany w Grodnie. Oskarżenie jest absurdalne: nazwisko brzmi z niemiecka, więc ma być niemieckim szpiegiem. Śledztwo prowadzi się tak, żeby więzień sam podpisał to, czego od niego oczekują — i on w końcu podpisuje.
Więzienia w Witebsku, Leningradzie i Wołogdzie, potem transport na północ. Herling opisuje ten fragment rzeczowo, prawie bez emocji — to sposób pisania, który utrzyma do końca książki.
Racja żywności zależy od wyrobionej normy. Kto pracuje najciężej, dostaje najwięcej, ale i tak zbyt mało, żeby się utrzymać — więc słabnie, spada do niższego kotła i słabnie dalej. System jest tak ułożony, że człowiek zjada sam siebie.
Na górze są urkowie, na dole polityczni. Nocami kryminaliści polują w barakach na kobiety; strażnicy nie reagują. To jedna z najbardziej wstrząsających scen książki i zarazem dowód, że obóz nie był chaosem — był porządkiem, tylko odwróconym.
Wszystko ma cenę wyrażoną w chlebie: praca, ochrona, kobieta, miejsce przy piecu. Umierających odsyła się do baraku zwanego trupiarnią. Herling notuje też przypadki kanibalizmu — bez komentarza, bo komentarz byłby tu fałszem.
Kostylew, skazany za „szpiegostwo” po lekturze francuskich powieści, codziennie wkłada rękę w ogień, żeby rana nie pozwoliła mu iść do pracy. Jest to bunt bez świadków i bez skutku — jedyny, jaki mu został. Gdy dowiaduje się o transporcie na Kołymę, oblewa się wrzątkiem i umiera.
Więźniowie mogą raz na jakiś czas spotkać się z rodziną w osobnym baraku. Opisane spotkanie kończy się tak, że mąż prosi żonę o rozwód: przez lata żył nadzieją na tę chwilę, a gdy nadeszła, okazało się, że nie ma już czego ratować.
Rozmowa o Wspomnieniach z domu umarłych jest w tej książce miejscem, w którym autor mówi najbliżej wprost. Katorga u Dostojewskiego zostawiała człowiekowi godność; łagier odbiera ją metodycznie. Stąd tytuł — to naprawdę inny świat, rządzący się własnymi prawami.
Po układzie Sikorskiego z Majskim Polacy mają być zwalniani, ale sprawa narratora stoi w miejscu. Wtedy podejmuje głodówkę — i to ona, a nie prawo, otwiera bramę. Wychodzi w styczniu 1942 roku, dołącza do armii Andersa, przechodzi z nią cały szlak.
Rzym, 1945 rok. Narrator spotyka dawnego współwięźnia, który przyznaje się, że w obozie złożył fałszywe zeznania i przez nie rozstrzelano dwóch niewinnych ludzi. Prosi tylko o jedno słowo: żeby powiedzieć, że się go rozumie. Herling nie potrafi wtedy tego powiedzieć — i dopiero po latach, już z dystansu, przyznaje, że dziś by powiedział. Na tym książka się kończy: bez rozgrzeszenia i bez wyroku.
Dwa e-booki, które przydadzą się przy każdej lekturze