Cała fabuła po kolei: skąd Wokulski ma pieniądze, co dokładnie robi, żeby zbliżyć się do Izabeli, co słyszy w pociągu do Krakowa i co zostaje po nim na końcu.
Streszczenie w trzech zdaniach. Stanisław Wokulski, kupiec z przeszłością powstańca i studenta, wraca z wojny na Bałkanach z fortuną i cały ten majątek podporządkowuje jednemu celowi: zdobyciu Izabeli Łęckiej, panny z arystokratycznego domu, który właśnie bankrutuje. Przez rok skupuje weksle jej ojca, kupuje ich kamienicę przez podstawione osoby, wchodzi do salonów i doprowadza do zaręczyn — aż w pociągu do Krakowa słyszy, jak Izabela flirtuje ze Starskim po angielsku, będąc pewna, że on tego języka nie zna. Wysiada na najbliższej stacji, próbuje rzucić się pod pociąg, zostaje uratowany przez dróżnika, po czym znika, a jego dawny świat rozpada się bez niego.
Prus rozpisał Warszawę na trzy warstwy i w każdej postawił kilku ludzi, którzy mówią własnym językiem. Wokulski jest jedynym, który przechodzi między nimi wszystkimi — i przez to nigdzie nie należy.
Stanisław Wokulski — właściciel sklepu galanteryjnego, dawny subiekt, powstaniec i zesłaniec, człowiek dwóch epok. Ignacy Rzecki — stary subiekt, wierny sklepowi i pamięci Napoleona, autor pamiętnika. Henryk Szlangbaum — kupiec, który przejmuje interes. Klein, Lisiecki, Mraczewski — subiekci.
Izabela Łęcka — piękna, wychowana do salonu, nieprzygotowana do niczego innego. Tomasz Łęcki — jej ojciec, bankrut udający dostatek. Kazimierz Starski — utracjusz bez majątku i bez skrupułów. Prezesowa Zasławska — jedyna, która ocenia Wokulskiego po człowieku, a nie po urodzeniu. Baronowa Krzeszowska — to ona wytacza proces o lalkę, od którego powieść wzięła tytuł.
Julian Ochocki — wynalazca marzący o maszynie latającej. Doktor Michał Szuman — lekarz, obserwator, głos rozczarowania. Helena Stawska — samotna kobieta pracująca, którą Rzecki chce swatać z Wokulskim. Wysoccy i Węgiełek — ludzie, którym Wokulski pomaga bez rozgłosu.
Zanim zaczniesz streszczać fabułę, zapamiętaj tę konstrukcję, bo bez niej odpowiedź na maturze jest niepełna. Powieść prowadzi dwóch narratorów. Pierwszy jest trzecioosobowy i pokazuje rok 1878–1879 z zewnątrz. Drugi to sam Rzecki, który w Pamiętniku starego subiekta cofa się o dekady: do sklepu Mincla, do Wiosny Ludów, do własnej wiary w to, że Napoleonidzi jeszcze odmienią losy Europy.
Te dwa głosy oceniają Wokulskiego inaczej. Narrator trzecioosobowy widzi jego kalkulacje i porażki. Rzecki widzi bohatera. Czytelnik dostaje różnicę między nimi i musi sam zdecydować, kto ma rację — i to jest jeden z najczęstszych tematów wypracowań z tej lektury.
Powieść zaczyna się od plotki. W restauracji i w sklepie mówi się o Wokulskim, który wyjechał na wojnę rosyjsko-turecką jako dostawca armii i wrócił z fortuną. Dla warszawskiego kupiectwa to skandal i zagadka naraz: jeden z nich nagle stał się bogaty, a nikt nie wie, po co mu te pieniądze.
Jego wcześniejsze życie poznajemy stopniowo. Subiekt u Hopfera, wieczorami nauka, potem Szkoła Główna. Powstanie styczniowe, zesłanie, powrót do miasta, które o nim zapomniało. Małżeństwo ze starszą od siebie wdową Małgorzatą Mincel, dzięki któremu dostał sklep, i poczucie, że sprzedał kilka lat życia za spokój. Wojna była pierwszą okazją, żeby zrobić coś ze sobą samemu.
Powodem wyjazdu była Izabela Łęcka, którą Wokulski zobaczył w teatrze. Majątek ma mu otworzyć drzwi, przez które kupiec nie przechodzi. Od tej chwili każda decyzja finansowa w powieści jest jednocześnie decyzją uczuciową — i to napięcie niesie całą fabułę.
Wokulski otwiera większy sklep, zakłada z arystokratami spółkę do handlu ze Wschodem i zaczyna działać wokół Łęckich. Skupuje weksle Tomasza Łęckiego, żeby wierzyciele nie dobili go publicznie. Kupuje od nich rodzinne srebro i serwis, płacąc więcej, niż są warte. Przez podstawionych ludzi nabywa ich kamienicę na licytacji, a potem podnosi jej dochodowość, żeby Łęccy mieli z czego żyć.
Równolegle robi rzeczy, o których nikt się nie dowiaduje: znajduje pracę woźnicy Wysockiemu, pomaga kamieniarzowi Węgiełkowi, wyciąga z nędzy dziewczynę z Powiśla. Ta druga, cicha linia jest ważna — to ona nie pozwala czytać Wokulskiego wyłącznie jako człowieka opętanego jedną kobietą.
Dwie sceny pokazują, jak blisko udaje mu się podejść. Na wyścigach konnych wystawia klacz, która wygrywa — i po raz pierwszy Izabela patrzy na niego z zainteresowaniem. W czasie kwesty wielkanocnej w kościele stoją obok siebie przy skarbonce, w roli, jaką normalnie pełnią narzeczeni. Wokulski jest coraz bliżej salonu, ale salon nadal pamięta, skąd on pochodzi.
Zniechęcony grą w Warszawie Wokulski wyjeżdża do Paryża. Widzi miasto zbudowane logicznie, wyrosłe z pracy wielu pokoleń, i porównuje je z Warszawą, w której nikt nie buduje niczego trwałego. To jeden z najważniejszych fragmentów powieści dla tematów o cywilizacji i o pracy u podstaw.
W Paryżu poznaje uczonego Geista, który pracuje nad metalem lżejszym od powietrza. Wynalazek mógłby odmienić świat, a Geist proponuje Wokulskiemu udział w pracy. To moment próby: bohater ma wybór między nauką a miłością. Wybiera miłość i wraca do Warszawy — wiadomość, że Izabela była nim zainteresowana, wystarcza, żeby porzucił Geista.
Latem Wokulski trafia do Zasławka, do prezesowej Zasławskiej. Poznaje tam ludzi, którzy oceniają go bez pogardy, i słyszy o dawnej, nieszczęśliwej miłości swojego wuja — historii, która jest cichym komentarzem do jego własnej. W Zasławku jest też Starski, przy którym Izabela ożywia się w sposób, jakiego Wokulski u niej nie widział.
Po powrocie do Warszawy Łęcki — właściwie już bez majątku — zgadza się na małżeństwo córki z Wokulskim. Izabela przyjmuje oświadczyny. Dla bohatera to szczyt: dostał to, na co pracował przez cały rok i całą powieść.
Jadą pociągiem do Krakowa. W przedziale jest Starski. Izabela rozmawia z nim po angielsku, przekonana, że narzeczony tego języka nie zna — a Wokulski rozumie każde słowo. Słyszy kobietę, dla której był jednym z wielu i nigdy nie przestał być kupcem z dorobku.
Wysiada na najbliższej stacji, w Skierniewicach. Kładzie się na torach przed nadjeżdżającym pociągiem. Ratuje go dróżnik Wysocki — ten sam, któremu kiedyś pomógł. To najgorzej znany szczegół tej lektury i najczęściej mylony: Wokulski nie ginie pod pociągiem.
Bohater znika. Sklep przechodzi w ręce Szlangbauma, dawni subiekci rozchodzą się, spółka do handlu ze Wschodem traci sens. Rzecki, coraz bardziej samotny i chory, próbuje ustalić, co się stało z przyjacielem, i jednocześnie ratować to, co zostało z dawnego porządku. Jego plany swatania Wokulskiego z Heleną Stawską rozsypują się razem z resztą.
Stary subiekt umiera w swoim pokoju za sklepem — człowiek, który przez całe życie wierzył w wielką politykę i w to, że świat ma sens, odchodzi w chwili, gdy jego świat już nie istnieje. To ta śmierć, a nie los Wokulskiego, jest emocjonalnym końcem powieści.
Ostatnie wiadomości są niepewne i sprzeczne. Do Warszawy dociera list z informacji o wysadzeniu ruin zamku w Zasławku, w miejscu związanym z Izabelą. W gruzach znaleziony zostaje wyryty łaciński napis Non omnis moriar — „nie wszystek umrę”. Jedni sądzą, że Wokulski zginął w eksplozji, inni, że wyjechał do Geista. Prus nie rozstrzyga.
Ta niepewność jest celowa. Powieść o człowieku, który chciał połączyć dwa światy, nie może się skończyć jednoznacznym wyrokiem — bo sam bohater do końca nie wie, czy przegrał życie, czy dopiero teraz mógłby je zacząć.
Trzy rzeczy, które warto mieć w głowie, zanim napiszesz o Lalce cokolwiek.
Dwa e-booki, które przydadzą się przy każdej lekturze