Trzy części po kolei: życie pod telekranem, romans z Julią, Ministerstwo Miłości i pokój 101 — plus Dodatek o nowomowie, który zmienia wymowę całej książki.
Streszczenie w trzech zdaniach. Winston Smith pracuje w Ministerstwie Prawdy, gdzie zawodowo fałszuje przeszłość — poprawia stare gazety tak, żeby zgadzały się z tym, co partia mówi dzisiaj — i mimo wszechobecnych telekranów zaczyna prowadzić dziennik, czyli popełnia myślozbrodnię. Poznaje Julię, wynajmuje pokój nad sklepem ze starzyzną i przez kilka miesięcy żyje w złudzeniu prywatności, a wysoko postawiony O'Brien wciąga go do rzekomej konspiracji i wręcza mu księgę Goldsteina. Wszystko jest pułapką: para zostaje aresztowana, Winston przechodzi miesiące tortur w Ministerstwie Miłości, w pokoju 101 pod grozą szczurów zdradza Julię, a po zwolnieniu jest już tylko wypaloną skorupą, która naprawdę kocha Wielkiego Brata.
Postaci jest niewiele i to jest celowe. W świecie, w którym nikt nikomu nie ufa, człowiek zna naprawdę dwie, trzy osoby — a i co do nich się myli.
Winston Smith — trzydziestodziewięcioletni urzędnik Ministerstwa Prawdy, pamięta jeszcze czasy sprzed partii. Julia — dwadzieścia sześć lat, pracuje przy maszynach produkujących powieści; buntuje się z apetytu na życie, nie z przekonań. Pan Charrington — właściciel sklepu ze starzyzną; w rzeczywistości funkcjonariusz Policji Myśli.
Wielki Brat — twarz z plakatów; nie wiadomo, czy istnieje. O'Brien — członek Partii Wewnętrznej, udaje spiskowca, jest oprawcą. Emmanuel Goldstein — rzekomy wróg numer jeden, obiekt codziennych Dwóch Minut Nienawiści.
Parsons — gorliwy działacz, zadenuncjowany przez własną córkę. Syme — filolog pracujący nad słownikiem nowomowy; Winston przewiduje, że zostanie usunięty, bo jest zbyt bystry, i pewnego dnia Syme rzeczywiście znika. Przyczyny nikt nie podaje — tak to działa. Ampleforth — poeta, aresztowany za to, że zostawił w wierszu słowo „Bóg”, bo nie znalazł rymu.
Nowomowa — okrojony język, w którym z każdym wydaniem słownika ubywa słów. Nie chodzi o wygodę: skoro myśli się słowami, to gdy zniknie słowo „wolność”, zniknie sama możliwość pomyślenia o niej.
Dwójmyślenie — umiejętność wyznawania jednocześnie dwóch sprzecznych przekonań i wierzenia w oba. Partia wymaga jej od każdego, kto chce przeżyć.
Myślozbrodnia — sama myśl niezgodna z linią partii. Nie trzeba nic zrobić ani powiedzieć; wystarczy niewłaściwy wyraz twarzy, który wychwyci telekran.
Winston poprawia archiwalne numery „Timesa” tak, żeby przeszłość zgadzała się z bieżącą wersją partii. Ludzie, których partia usunęła, znikają też z gazet — stają się „nieosobami”. Ta praca jest kluczem do całej powieści: kto rządzi przeszłością, rządzi przyszłością.
W zakamarku poza zasięgiem telekranu Winston zaczyna pisać dziennik. Najpierw notuje samą datę — 4 kwietnia 1984 — i nie jest nawet pewien, czy rok się zgadza, bo przeszłość jest przerabiana bez przerwy. Dopiero później wyrywa mu się zdanie, które zapisuje raz za razem: precz z Wielkim Bratem. Wie, że to wyrok — i pisze dalej.
Oceania toczy nieustanną wojnę z Eurazją albo Wschódazją; sojusze zmieniają się z dnia na dzień, a partia twierdzi wtedy, że zawsze tak było. Osiemdziesiąt pięć procent ludności to prole, którymi partia się nie interesuje, bo — jak sądzi — nie stanowią zagrożenia. Winston zapisuje w dzienniku, że jeśli jest nadzieja, to w prolach.
Dziewczyna, którą Winston podejrzewał o szpiegowanie, wsuwa mu karteczkę ze słowami „kocham cię”. Spotykają się na wsi, poza zasięgiem mikrofonów.
Julia łamie zasady dla przyjemności — dla kawy, czekolady, seksu, pończoch. Nie interesuje jej, czy partia kłamie o przeszłości; interesuje ją własne życie. Winston buntuje się w głowie i chce zrozumieć. To rozróżnienie warto mieć w wypracowaniu, bo pokazuje dwie drogi oporu i to, że obie kończą się tak samo.
Wynajmują pokój nad sklepem Charringtona — bez telekranu, z pozytywką i starym rycinem. Przez kilka miesięcy mają namiastkę normalnego życia. Winston zaczyna wierzyć, że prywatność jest możliwa.
O'Brien zaprasza ich do siebie, przyjmuje do rzekomego Bractwa i przekazuje księgę Goldsteina, w której wyłożony jest mechanizm władzy: wojna ma być wieczna, bo zużywa nadwyżki i utrzymuje ludzi w niedostatku. Winston czyta ją Julii na głos, ona zasypia. Wtedy zza ryciny odzywa się głos z ukrytego telekranu.
O'Brien okazuje się oprawcą i prowadzi Winstona przez miesiące tortur. Nie chodzi o wymuszenie zeznań — te partia już ma. Chodzi o to, żeby Winston naprawdę uwierzył w to, co partia mówi. Stąd sławna scena z palcami: ile ich widzisz? Cztery. Pięć. Winston ma zobaczyć pięć, nie skłamać, że widzi pięć.
Zostaje ostatni krok. W pokoju 101 czeka każdego to, czego boi się najbardziej — u Winstona szczury. Przed klatką przy twarzy krzyczy, żeby zrobili to Julii zamiast jemu. To jest właściwy koniec bohatera; wszystko dalej jest już tylko skutkiem.
Zwolniony Winston spotyka Julię. Oboje przyznają, że się zdradzili, i nie mają sobie nic do powiedzenia. Powieść kończy się w kawiarni, przy dżinie, komunikatem o zwycięstwie na froncie i zdaniem, że Winston kochał Wielkiego Brata.
Po zakończeniu Orwell umieścił szkic o zasadach nowomowy, napisany w czasie przeszłym: opisuje język, którym „posługiwano się” w Oceanii. Część badaczy odczytuje to jako sygnał, że ktoś pisze o tym systemie z perspektywy czasu, w którym on już nie istnieje — co dawałoby zakończeniu cień nadziei. To interpretacja, nie informacja podana wprost przez narratora; warto ją znać i przywołać właśnie jako interpretację.
Dwa e-booki, które przydadzą się przy każdej lekturze