Trzy części po kolei: szkoła i pojedynek na miny, stancja u nowoczesnych Młodziaków, dwór na wsi i ucieczka — plus wyjaśnienie, czym są Forma, gęba i upupienie.
Streszczenie w trzech zdaniach. Trzydziestoletniego Józia odwiedza rano profesor Pimko, uznaje go za niedojrzałego i zabiera do szkoły — bohater bez oporu staje się z powrotem uczniem, bo nie potrafi obronić własnej dorosłości. Kolejne trzy środowiska robią z nim to samo w innych kostiumach: szkoła narzuca mu rolę chłopczyka, mieszczańsko-nowoczesna rodzina Młodziaków rolę zakochanego młodzieńca, a ziemiański dwór wujostwa rolę panicza. Za każdym razem Józio próbuje rozbić narzuconą formę i za każdym razem ląduje w następnej, aż ucieka z kolejną dziewczyną — i w tej ucieczce także jest już nową rolą.
Forma — sposób, w jaki ludzie narzucają sobie nawzajem role i zachowania. Nie da się z niej wyjść, bo poza formą nie ma niczego; można ją najwyżej rozbić na chwilę i wpaść w kolejną.
Gęba — konkretna twarz, którą ktoś ci przyprawia. „Przyprawić komuś gębę” znaczy zmusić go, żeby był taki, jakim go widzimy.
Upupienie — szczególny rodzaj gęby: zrobienie z dorosłego dziecka, potraktowanie go protekcjonalnie. To właśnie robi Józiowi profesor Pimko.
Józio, trzydziestoletni pisarz, budzi się z poczuciem niedojrzałości. Wchodzi profesor Pimko, czyta jego opowiadanie, ocenia je protekcjonalnie i po prostu zabiera bohatera do szkoły. Kluczowe jest to, że Józio się nie broni — daje się upupić.
W szkole panuje sztuczność. Nauczyciel przekonuje uczniów, że wielki poeta zachwyca, bo zachwyca. Uczniowie dzielą się na dwa obozy: Syfon, czyli chłopiec „uświadomiony” i idealistyczny, oraz Miętus, który chce być naturalny i chropawy. Ich spór kończy się pojedynkiem na miny — sceną, w której walka o autentyczność sama okazuje się kolejnym przedstawieniem. Przegrany Syfon zostaje „zgwałcony przez uszy”.
Pimko umieszcza Józia u Młodziaków, rodziny demonstracyjnie postępowej. Ojciec inżynier i matka działaczka są tak przywiązani do własnej nowoczesności, że ona też jest formą — równie sztywną jak szkolna.
Ich córka Zuta to „nowoczesna pensjonarka”: sportowa, niezależna, nieprzejmująca się konwenansem. Józio, upokorzony własnym upupieniem, postanawia ją skompromitować — czyli przyprawić jej gębę odwrotną do tej, którą nosi.
Podstępem sprowadza do jej pokoju w nocy dwóch mężczyzn naraz: Pimkę i Kopyrdę. Wybucha awantura, w której cała rodzinna nowoczesność rozsypuje się w kilka sekund. Józio wygrywa — ale sam z tego zwycięstwa nic nie ma.
Józio ucieka z Miętusem na wieś, do wujostwa Hurleckich. Ziemiański dwór ma własny porządek: państwo i służba, a wszystko podszyte odwiecznym podziałem na panów i chłopów.
Miętus szuka „prawdziwego”, niezepsutego formą parobka, z którym mógłby się zbratać. Chce, żeby chłopak spoliczkował go jak równy równego. Zamiast wolności wychodzi z tego kolejna poza — bo braterstwo na żądanie jest tak samo wymuszone jak szkolna dyscyplina.
Napięcie wybucha: służba i państwo mieszają się w ogólnej bijatyce, hierarchia dworu pęka. To najbardziej groteskowa scena powieści i jednocześnie najbardziej gorzka — rozbicie formy nie daje wolności, daje chaos.
W zamieszaniu Józio porywa kuzynkę Zosię i ucieka z nią. Ale sam zauważa, że ucieczka z panną jest przecież gotowym schematem literackim — czyli następną formą. Powieść kończy dwuwiersz, w którym narrator kpi z czytelnika i z siebie: Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba.
Między częściami Gombrowicz wstawił dwa opowiadania — Filidor dzieckiem podszyty i Filibert dzieckiem podszyty — każde poprzedzone osobną przedmową. Nie mają związku z akcją i to jest w nich najważniejsze: powieść jawnie łamie własną formę, żeby pokazać, że nawet gatunek literacki jest schematem do rozbicia. Na maturze warto o nich wspomnieć, bo świadczą o kompozycji, nie o roztargnieniu autora.
Dwa e-booki, które przydadzą się przy każdej lekturze