Pytanie brzmi jak zaczepka i tak ma brzmieć — ale lekcja nie jest o partiach. Pierwsze dwa pytania z tytułu to przynęta. Cała robota siedzi w trzecim: dlaczego po kilku tygodniach by tę partię opuścił. Odpowiedź na nie wymaga przeczytania całego Przedwiośnia, a nie zapamiętania, że Baryka „szedł na czele robotników".
Na którą dzisiejszą partię zagłosowałby Cezary Baryka? Dlaczego? I dlaczego po kilku tygodniach by ją opuścił?
Cel: uczeń odczytuje bohatera przez mechanizm jego wyborów, a nie przez deklaracje, i rozpoznaje kompozycję powieści jako ciąg rozczarowań.
NaCoBeZu — po lekcji potrafię:
Pytanie z tytułu na tablicy. Trzy minuty ciszy — każdy pisze nazwę na kartce i chowa ją do zeszytu. Nauczyciel kartek nie zbiera i nie czyta. Wrócimy do nich na końcu, ale ujawnianie jest dobrowolne. To nie jest lekcja o tym, kto na kogo głosuje.
Tablica na cztery kolumny, klasa w czterech zespołach. Każdy zespół wypełnia trzy rubryki: co go przyciągnęło — co go odepchnęło — ile to trwało.
Zasada twarda, ta sama co przy innych tematach: każda rubryka musi mieć oparcie w konkretnej scenie. Uczniowie wypisują cytaty samodzielnie z tekstu na ławce.
Cztery kolumny czyta się teraz w poziomie. Wychodzi jeden wzór:
Baryka przykleja się do tego, kto mu pokaże krzywdę i obieca zmianę natychmiast — a odkleja się w chwili, gdy okazuje się, że rzecz prowadzą zwykli, powolni, uwikłani ludzie.
To nie jest człowiek poglądów. To jest człowiek nietkniętego odruchu moralnego i zerowej cierpliwości. Nie zmienia frontu z wyrachowania — zmienia go, bo za każdym razem widzi to samo: że między obietnicą a jej wykonaniem stoi procedura, kompromis i czas.
Uczniowie odczytują ostatnią scenę i odpowiadają na jedno pytanie: czy Baryka maszeruje z robotnikami? Odpowiedź jest w tekście: wychodzi z kolumny i idzie przodem, osobno, naprzeciw wojsku.
Drugie pytanie, ostrzejsze: czy to bohaterstwo, czy niezdolność do bycia z kimkolwiek w jednym szeregu? Tu klasa się podzieli i dobrze — to jest pytanie, na które Żeromski celowo nie odpowiada.
Nauczyciel zapisuje na tablicy warunki, które musiałaby spełnić formacja, żeby Baryka do niej wstąpił — wyprowadzone z tabeli, nie z gazety:
I warunki, przy których by odszedł: dyscyplina klubowa, rzecznik prasowy, strategia medialna, listy wyborcze, negocjacje — czyli w chwili, gdy formacja stanie się Gajowcem z lepszymi hasłami.
Nazwy padają wyłącznie od uczniów. Nauczyciel nie wymienia żadnej i żadnej nie zapisuje. Na tablicy zostają warunki. Uczeń sam przykłada je do tego, co zna.
Powrót do kartek z początku lekcji. Zdanie do zeszytu:
Baryka opuściłby każdą z nich — i to jest o nim najważniejsza informacja.
Do wyboru jedno:
To najbardziej zapalny temat z całej trójki i wymaga ustawienia od pierwszej minuty.
Zarzut o indoktrynację. Zabezpieczenie jest proste i skuteczne: nauczyciel nie wymienia żadnej nazwy partii — ani jednej, ani przykładem, ani żartem. Na tablicy zapisuje wyłącznie warunki wyprowadzone z powieści. Konkluzja lekcji brzmi „odszedłby ze wszystkich", więc krytyka uderza symetrycznie i nie da się jej przypisać żadnej stronie.
Lekcja zamieni się w kłótnię polityczną. Blokada: każde zdanie musi dać się przypiąć do rubryki w tabeli. Wypowiedź, która nie odsyła do sceny z powieści, nie wchodzi do dyskusji.
Uczniowie zapytają nauczyciela o jego zdanie. Odpowiedź przygotowana z góry: to nie jest lekcja o moich poglądach, tylko o Baryce — i mam za to odpowiadać przed Żeromskim, nie przed komisją wyborczą. Powiedziane raz, wystarcza.
Kartki z początku lekcji. Nauczyciel ich nie zbiera i nie czyta. Nikt nie musi ujawniać, co napisał.
Młodość i bunt, jednostka wobec zbiorowości, rozczarowanie ideą, dojrzewanie bohatera — Baryka obsługuje te tematy lepiej niż większość postaci z wykazu, pod warunkiem że uczeń umie pokazać ciąg, a nie jedną scenę. Ta lekcja daje mu gotowy ciąg w czterech kolumnach.