Z Kmicica dusza nieomal wyszła; czuł tylko, że ma przed sobą niezmierność, której nie pojmie i nie ogarnie, a wobec której wszystko niknie. Czymże
były zwątpienia wobec tej ufności, której cała istność nie mogła pomieścić; czym niedola wobec tej pociechy; czym potęga szwedzka wobec takiej obrony; czym ludzka
złość wobec takiego patronatu?...
Tu myśli w nim ustały i zmieniły się w czucia same; zapomniał się, zapamiętał, przestał rozeznawać, kim jest, gdzie jest... Zdawało mu się, że
umarł, że dusza jego leci z głosami organów, mięsza się z dymami kadzielnic; ręce, przywykłe do miecza i rozlewu krwi, wyciągnął do góry i klęczał w upojeniu,
w zachwycie.
Tymczasem ofiara kończyła się. [...] Ksiądz prawił naukę z kazalnicy, ale Kmicic długo jeszcze nic nie słyszał, nic nie rozumiał, jak człowiek
zbudzony ze snu nie od razu miarkuje, gdzie kończy się sen, a rozpoczyna jawa.
1
Doświadczenie religijne Kmicica jest niezwykle intensywne: w pozawerbalny sposób zatapia się w tym co nieskończone, tajemnicze, ale zarazem
pozwalające na ufność i dające poczucie siły. Kmicic zatraca się w tym zbiorowym doświadczeniu obecności Boga. Owe mistyczne przeżycia pojawiają się zazwyczaj w
sytuacjach społeczno-politycznych wysoce napiętych i kryzysowych. A do takich z pewnością należał potop szwedzki.