polskimatura.pl / Epoki / Renesans / Jan Kochanowski / Jan Kochanowski Tren XIX albo Sen
📜 Renesans

Jan Kochanowski Tren XIX albo Sen — interpretacja

Interpretacja Trenu XIX albo Snu

Teza interpretacyjna

      Tren XIX albo Sen zamyka cykl i jest jedynym utworem, w którym głos zabiera ktoś inny niż pogrążony w żałobie ojciec. Kochanowski nie rozwiązuje kryzysu narastającego przez osiemnaście poprzednich trenów ani argumentem filozoficznym, ani cudem — rozwiązuje go sennym widzeniem matki, która przychodzi z Urszulką na ręku i cierpliwie tłumaczy synowi to, co on sam dawniej pisał w pieśniach. Pociecha nie polega na odwołaniu rozpaczy, lecz na nadaniu jej ludzkiej miary — a ostatnie dwa wersy utworu dbają o to, żeby nie zabrzmiała zbyt gładko.

Miejsce Trenu XIX w cyklu

      Treny (1580) tylko z pozoru są dziennikiem żałoby. To skomponowany cykl, realizujący antyczny schemat epicedium: pochwała zmarłego, opłakiwanie, pocieszenie, pouczenie. Kochanowski rozłożył ten schemat na dziewiętnaście osobnych wierszy i dzięki temu mógł pokazać coś, czego pojedyncze epicedium pokazać nie umie — żałobę jako proces, który wymyka się formie.
      Najpierw rozpada się obraz dziecka. Potem rozpada się porządek świata: w Trenie X ojciec przepytuje kolejno wszystkie zaświaty, jakie zna kultura, nie znajduje córki w żadnym i kończy prośbą, by ukazała mu się choćby snem, cieniem, marą. W Trenie XI pada najostrzejsze zdanie zbioru: cnota okazuje się fraszką, bo nie ochroniła ani dziecka, ani ojca.
      Tren XIX jest odpowiedzią na tamtą prośbę — i odpowiedzią przewrotną. Urszulka rzeczywiście się zjawia, ale nie mówi ani słowa. Przychodzi na ręku matki poety, jako dowód, nie jako rozmówczyni.

Rama snu

      Utwór otwiera obraz bezsenności, w którym każdy szczegół pracuje na nastrój1:
Żałość moja długo w noc oczu mi nie dała
Zamknąć i zemdlonego upokoić ciała;
Ledwie mię na godzinę przed świtaniem swymi
Sen leniwy obłapił skrzydły czarnawymi.
      Sen jest leniwy, przychodzi na godzinę i ma czarnawe skrzydła — to nie ukojenie, tylko chwilowe omdlenie wyczerpanego ciała. Widzenie zjawia się zatem w najkrótszym możliwym oknie, tuż przed świtem, i to ograniczenie czasu jest częścią sensu: pociecha dostaje dokładnie tyle miejsca, ile zdołała sobie wywalczyć.
      Wybór snu nie jest ozdobnikiem. W tradycji, którą Kochanowski znał doskonale, sen jest formą kontaktu z zaświatami dostępną żywym: tak Scypion u Cycerona ogląda porządek wszechświata, tak w Biblii Bóg przemawia do patriarchów. Jest też powód psychologiczny i on decyduje o sile utworu. Przez osiemnaście trenów ojciec odrzucał każdą pociechę — na jawie rozum broni się przed argumentem, bo przyjąć pociechę znaczyłoby zdradzić własny ból. We śnie ta obrona milczy.

Zjawa: matka z Urszulką na ręku

      Dziecko zostaje pokazane dokładnie takie, jakie było za życia — i to jest najczulsze miejsce całego cyklu:
Natenczas mi się matka włamie ukazała,
A na ręku Orszulę moję wdzięczną miała,
Jaka więc po paciorek do mnie przychodziła,
Skoro z swego posłania rano się ruszyła.
Giezłeczko białe na niej, włoski pokręcone,
Twarz rumiana, a oczy ku śmiechu skłonione.
      To nie jest wizja alegoryczna. To obraz z domowej codzienności: dziecko w koszulce, zaraz po wstaniu, idące do ojca po pacierz. Kochanowski nie ubiera córki w symbol — pokazuje ją tak, jak ją pamięta o poranku. Właśnie dlatego widzenie działa: nie przekonuje, lecz rozbraja.
      Pierwsze zdanie matki jest równie domowe — pyta jak o rzecz zwykłą, a mówiąc Śpisz, Janie?, wywołuje syna po imieniu. Ten jeden zwrot odwraca role: człowiek zniszczony po stracie córki znów staje się czyimś dzieckiem. To jest ukryta pociecha utworu, mocniejsza od wszystkich argumentów, które padną później.
      Wybór matki na pocieszycielkę jest przemyślany. Pocieszycielem mógłby być mędrzec, kapłan albo — jak u Boecjusza — upersonifikowana Filozofia. Matka ma jednak trzy przewagi: sama jest zmarła, więc mówi o śmierci nie z zewnątrz, lecz stamtąd; wobec niej syn nie może odrzucić napomnienia; a przy tym przynosi dowód na ręku. Rozpaczliwe pytanie z Trenu X zostaje unieważnione nie odpowiedzią, tylko obrazem.

Przemowa matki — argumentacja krok po kroku

      Monolog matki jest wywodem prowadzonym niemal jak mowa sądowa. Warto rozpisać go na etapy — to najlepszy materiał do wypracowania.
      1. Twój płacz dosięgnął umarłych — i niszczy ciebie. Matka zaczyna nie od tezy, lecz od skutku. Żal ojca przekroczył granicę, której zwykle się nie przekracza, a jednocześnie trawi go jak ogień:
Twój nieutolony
Płacz, synu mój, przywiódł mię w te tu wasze strony
Z krain barzo dalekich, a łzy gorzkie twoje
Przeszły aż i umarłych tajemne pokoje.
Jako ogień suchy knot obraca w perzyny,
Darmo nie upuszczając namniejszej godziny.
      Porównanie jest bezlitosne w swojej precyzji: ogień nie marnuje ani chwili. Rozpacz nie tyle boli, ile pracuje — systematycznie, bez przerwy, aż do popiołu.
      2. Umarli nie są straceni — żyją pełniej. Dopiero teraz pada teza, i to w formie pytania retorycznego, które odwraca całe założenie żałoby:
Czyli nas już umarłe macie za stracone
I którym już na wieki słońce jest zgaszone?
A my, owszem, żywiemy żywot tym ważniejszy,
Czym nad to grube ciało duch jest szlachetniejszy.
      Argument jest z gruntu platoński i chrześcijański zarazem: ciało wraca do ziemi, duch — dany z nieba — nie może zginąć. Zwróć uwagę, że matka nie prosi o wiarę na kredyt. Mówi wierz niewątpliwie, że twoja namilejsza Orszuleczka żywie, a jednocześnie stoi przed synem z dzieckiem na ręku. Wiara zostaje podparta widokiem.
      Istotny jest też status samej zjawy. Matka wyjaśnia, że Urszulka przybrała ten kształt tylko po to, by dała się poznać śmiertelnym oczom; naprawdę świeci jako wdzięczna jutrzenka między aniołami i modli się za rodzicami. Dziecko, które za życia jeszcze słów nie domawiało, w zaświatach zyskuje moc wstawiennictwa — role odwracają się po raz drugi.
      3. Niebo jako miejsce pełnego poznania. Opis raju wyróżnia się na tle całego cyklu, bo Kochanowski wymienia w nim dokładnie to, czego brakuje jemu samemu:
Żyjem wiek nieprzeżyty, wiecznej używamy
Dobrej myśli, przyczyny wszytkich rzeczy znamy.
      Przyczyny wszytkich rzeczy znamy — to zdanie humanisty, nie dewota. Największą obietnicą nieba okazuje się zrozumienie, a nie ulga. Cały cykl trenów jest przecież zapisem człowieka, który pyta „dlaczego" i nie dostaje odpowiedzi; matka mówi mu, że odpowiedź istnieje, tylko nie tutaj. Dopiero na tym tle nabiera sensu późniejsze skryte są Pańskie sądy.
      4. Śmierć oszczędziła jej życia, którego nie znasz. To argument dla nas najbardziej obcy, a w kulturze dawnej najzupełniej typowy. Matka odwraca wyobrażenie o utraconym szczęściu, pytając wprost, czego właściwie dziecko nie zaznało:
Czegóż płaczesz, prze Boga? Czegóż nie zażyła?
Że sobie swym posagiem pana nie kupiła?
Że przegróżek i cudzych fuków nie słuchała?
Że boleści w rodzeniu dziatek nie uznała?
      Wyliczenie jest konkretne i bardzo szesnastowieczne: małżeństwo załatwiane posagiem, cudzy dom, gniew teściów, niebezpieczne porody. Ojciec opłakuje życie, które sobie wyobraził bez cierpienia — a takiego życia nie ma. Chwilę później pada pytanie, które matka zadaje z pozycji kogoś, kto wie to z własnego doświadczenia: co z więtszym utrapieniem bywa, / Czy je rodzić, czy je grześć? Kobieta, która pochowała dziecko, mówi do mężczyzny, który właśnie pochował swoje.
      Ten sam argument dostaje potem oprawę obrazową — przypowieść o żegludze:
Jako gdy kto, na morze nowo się puściwszy,
A tam niebezpieczeństwo wielkie obaczywszy,
Woli nazad do brzegu. Drudzy, co podali
Żagle wiatrom, na ślepe skały powpadali;
Ten mrozem zwyciężony, ten od głodu zginął,
Rzadki, co by do brzegu na desce przypłynął.
      Życie jest morzem, na które wypływa się bez gwarancji powrotu. Wczesna śmierć zostaje przedstawiona nie jako katastrofa, lecz jako rozsądne zawrócenie z portu. Obraz jest tym mocniejszy, że Kochanowski nie idealizuje: większość tonie.
      5. Twój los nie jest wyjątkowy. Ból zamyka człowieka w przekonaniu, że jego nieszczęście jest bezprzykładne. Matka rozszerza perspektywę do prawa powszechnego:
Człowiek urodziwszy się zasiadł w prawie takim,
Że ma być jako celem przygodom wszelakim;
A co wszystkich jednako ciśnie, nie wiem, czemu
Tobie ma być, synu mój, naciężej jednemu.
      Człowiek jest celem — tarczą, w którą los strzela z samego faktu urodzenia. Świadomość wspólnoty losu nie usuwa cierpienia, ale odbiera mu status krzywdy wymierzonej osobiście.
      6. Wyroków i tak nie zrozumiesz. Tu przemowa dochodzi do granicy, za którą argumentacja się kończy:
Krótko wprawdzie! ale w tym człowiek nic nie włada,
A wyrzec też, co lepiej, niełacno przypada.
Skryte są Pańskie sądy; co się Jemu zdało,
Nalepiej, żeby się też i nam podobało.
      To najważniejsze zdanie światopoglądowe całego cyklu. Matka nie tłumaczy, dlaczego dziecko umarło — mówi, że wyjaśnienia nie będzie. Pozostaje zgoda na wyrok, którego się nie rozumie. Renesansowa ufność w rozum ludzki zostaje tu wyraźnie ograniczona.
      7. Rachunek z Fortuną prowadzisz nieuczciwie. Argument praktyczny, wzięty wprost z myśli stoickiej: człowiek zapamiętuje wyłącznie straty.
Tać jest władza Fortuny, mój namilszy synie,
Że nie tak uskarżać się, kiedy nam co zginie,
Jako dziękować trzeba, że wżdam co zostało,
Bo to wszytko nieszczęście w ręku swoich miało.
      Zyskiem człowiek zwać musi, w czym nie popadł szkody — zdanie brzmi chłodno, ale wynika z niego coś ważnego: skoro wszystko było w rękach nieszczęścia, to każda rzecz ocalona jest darem, a nie stanem należnym.
      8. Sam się lecz. Na koniec pada zarzut najostrzejszy — o niekonsekwencję. Poeta przez lata siedział nad księgami i pocieszał innych; teraz ma zastosować to do siebie:
Cieszyłeś przedtym insze w takiejże przygodzie:
I będziesz w cudzej czulszy niżli w swojej szkodzie?
Teraz, mistrzu, sam się lecz! Czas doktór każdemu,
Ale kto pospolitym torem gardzi, temu
Tak póznego lekarstwa czekać nie przystoi!
Rozumem ma uprzedzić, co insze czas goi.
      Zwrot mistrzu jest w ustach matki lekko ironiczny i bardzo celny. Skoro ból i tak minie, rozsądek każe skrócić drogę do spokoju zamiast czekać, aż zrobi to za nas upływ lat. Uczony powinien umieć to, co zwykłym ludziom załatwia czas.

Ostatnie dwa wersy przemowy — miara żalu

      Cały wywód zmierza do dystychu, który stał się najczęściej cytowanym zdaniem Trenów:
Tego się, synu, trzymaj, a ludzkie przygody
Ludzkie noś; jeden jest Pan smutku i nagrody.
      Sens bywa upraszczany do „nie rozpaczaj" — a to nieporozumienie. Ludzkie przygody to koleje losu, które przypadają człowiekowi; ludzkie nosić znaczy znosić je po ludzku: ani jak zwierzę, które nie rozumie, ani jak bóg, którego nic nie dotyka. Matka nie zabrania płakać. Wyznacza żalowi miarę.
      Druga część wersu przesuwa punkt oparcia. Skoro jeden jest Pan smutku i nagrody, to ta sama ręka zsyła cierpienie i wynagradza je. Pociechy nie przynosi więc ani stoicka cnota, ani dowód rozumowy, tylko zaufanie do Boga, którego wyroków się nie rozumie.

Zakończenie, o którym najczęściej się zapomina

      Gdyby utwór urwał się na dystychu, byłby zwykłą konsolacją. Kochanowski dopisuje jednak dwa wersy, które zmieniają wszystko:
Tu zniknęła. — Jam się też ocknął. — Aczciem prawie
Niepewien, jeslim przez sen słuchał czy na jawie.
      Trzy urwane zdania, oddzielone pauzami, po stu pięćdziesięciu wersach płynnej przemowy. Rytm sam pokazuje, że coś się zerwało. A ostatnie słowo należy do niepewności: poeta nie wie, czy słyszał matkę we śnie, czy na jawie.
      To zdanie można czytać dwojako i oba odczytania są uprawnione. Jako wzmocnienie pociechy: widzenie było tak wyraziste, że graniczy z rzeczywistością. Albo jako jej podważenie: pocieszenie przyszło stamtąd, skąd przychodzą sny, więc nie da się na nim oprzeć jak na dowodzie. Kochanowski nie rozstrzyga — i właśnie ta powściągliwość ratuje cykl przed fałszem. Człowiek, który stracił dziecko, nie budzi się uleczony.

Co Tren XIX rozwiązuje, a czego nie

      Najczęstszy błąd w wypracowaniach brzmi: „poeta odzyskuje dawną wiarę i wraca do równowagi". Nie wraca — i na tym polega wartość zakończenia.
      Przed śmiercią Urszulki Kochanowski pisał o świecie rozumnym i pojmowalnym: cnota chroni, mądrość wystarcza, człowiek stały panuje nad losem. Tej pewności Tren XIX nie odbudowuje. Pada w nim wprost, że skryte są Pańskie sądy, a pełne poznanie zostaje przeniesione do nieba. Zamiast dawnej ufności zjawia się pokora: zgoda na to, że porządku nie da się przejrzeć, a mimo to trzeba w niego zaufać.
      Znamienne jest też, skąd przychodzi pociecha. Nie z rozumowania — filozofia zawiodła w Trenie XI i nie zostaje zrehabilitowana. Przychodzi od bliskiej osoby, w kształcie wspomnienia z dzieciństwa. Kryzys renesansowego humanizmu kończy się więc nie zwycięstwem żadnego systemu, lecz uznaniem granic każdego z nich.

Kompozycja i forma

      Tren XIX jest najdłuższym utworem cyklu i jedynym o budowie dialogowej. Proporcje są wymowne: ojciec dostaje kilkanaście wersów ramy (bezsenność, zaśnięcie, przebudzenie), całą resztę zajmuje przemowa matki. Człowiek, który przez osiemnaście trenów mówił bez ustanku, tutaj przede wszystkim słucha.
      Utwór pisany jest trzynastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie, rymowanym parzyście. Wers jest długi, spokojny, bliski mowie — inaczej niż w trenach najbardziej rozdzierających, gdzie Kochanowski sięgał po krótsze, urywane formaty. Sama forma uspokaja, zanim jeszcze zrobi to treść. Tym mocniej działa złamanie rytmu w ostatnim dwuwierszu.
      Podtytuł albo Sen pełni funkcję sygnału gatunkowego: zapowiada wizję senną (somnium), formę o własnej, dobrze rozpoznawalnej tradycji.
      Pełny tekst utworu z objaśnieniami znajdziesz na osobnej stronie.

Konteksty

      Boecjusz, O pocieszeniu, jakie daje filozofia. Uwięziony i skazany autor otrzymuje wizytę Filozofii, która ukazuje mu się jako kobieta i długą przemową przywraca mu spokój. Układ jest ten sam: postać kobieca, monolog pocieszający, bohater w roli słuchacza. Różnica jest znacząca — u Kochanowskiego przychodzi nie alegoria, lecz matka.
      Cyceron, Sen Scypiona. Wzorzec snu jako drogi poznania prawdy o zaświatach i o miejscu człowieka w porządku wszechświata.
      Konsolacja antyczna. Seneka w Pocieszeniu do Marcji używa niemal kompletu argumentów, które słyszymy z ust matki: los jest wspólny, zmarły uniknął zła, czas i tak ukoi ból. Kochanowski zna tę tradycję i świadomie ją przywołuje — ale wkłada ją w usta osoby, nie traktatu.
      Księga Hioba. Człowiek sprawiedliwy doświadczony ponad miarę spiera się z Bogiem i nie otrzymuje wyjaśnienia — otrzymuje objawienie, po którym milknie. Droga jest ta sama: od buntu do pokory bez odpowiedzi na pytanie „dlaczego". Zdanie skryte są Pańskie sądy mogłoby stać w Księdze Hioba bez zmiany jednego słowa.
      Własne pieśni poety. Zestaw Tren XIX z Pieśnią IX (Nie porzucaj nadzieje) i Pieśnią XI (Stateczny umysł pamiętaj zachować). To dokładnie ta mądrość, którą matka wypomina synowi jako niedotrzymaną — porównanie tych tekstów to jeden z najmocniejszych argumentów, jakie można postawić w wypracowaniu.
      Motywy do rozwinięcia: śmierć, cierpienie, wiara, dom i rodzina.

Jak wykorzystać Tren XIX na maturze

      Tematy, do których pasuje: jak literatura przedstawia cierpienie po stracie bliskiej osoby; czy wiara wystawiona na próbę wychodzi z niej zmieniona; jaką rolę pełni sen w literaturze; co daje człowiekowi obecność drugiego człowieka w nieszczęściu; kiedy głoszone zasady sprawdzają się w życiu.
      Teza, którą warto postawić: Kochanowski pokazuje, że z rozpaczy nie wyprowadza argument, lecz relacja — pociechę przynosi nie system filozoficzny, ale głos matki; a i ta pociecha zostaje na końcu opatrzona znakiem zapytania.
      Cytaty, które warto znać na pamięć: ludzkie przygody / Ludzkie noś; jeden jest Pan smutku i nagrody; Skryte są Pańskie sądy; przyczyny wszytkich rzeczy znamy; Teraz, mistrzu, sam się lecz!; Niepewien, jeslim przez sen słuchał czy na jawie.
      Błędy, których lepiej uniknąć: pisanie, że poeta „wraca do dawnej wiary" (nie wraca — zmienia jej podstawę); pomijanie dwóch ostatnich wersów, które podważają pewność całej konsolacji; twierdzenie, że Urszulka przemawia (nie mówi ani słowa — mówi wyłącznie matka); mylenie Trenu XIX z Trenem X, w którym padają pytania, a nie odpowiedzi; opisywanie Trenów jako spontanicznego zapisu żałoby, choć jest to cykl skomponowany.

Wnioski

      Tren XIX albo Sen nie kończy żałoby — kończy jej fazę buntu. Kochanowski nie odwołuje żadnego z gorzkich zdań, które padły wcześniej; zostawia je w cyklu i pozwala im mówić. Dopisuje jedynie miarę: cierpienie jest ludzkie i takie ma pozostać, bez rozpaczy, która człowieka niszczy, i bez obojętności, która czyniłaby go kimś innym niż człowiekiem.
      Dlatego ostatni tren nie brzmi jak triumf. Brzmi jak zgoda — i to zgoda ostrożna, bo wypowiedziana przez kogoś, kto sam nie jest pewien, czy naprawdę usłyszał to, co usłyszał. Ta uczciwość czyni Tren XIX jednym z najprawdziwszych utworów o żałobie w polskiej literaturze.

1 Jan Kochanowski, Tren XIX albo Sen, [w:] tegoż, Treny, oprac. Janusz Pelc, wyd. 16 poprawione, Wrocław 1997, Zakład Narodowy im. Ossolińskich — Wydawnictwo, „Biblioteka Narodowa”, seria I, nr 1. Wszystkie cytaty w tej interpretacji pochodzą z tego utworu.



Powrót na stronę główną JAN KOCHANOWSKI

E-book · 98 stron · klasa pierwsza Dopiero zaczynasz liceum albo technikum? Antyk, Biblia, średniowiecze i renesans w 59 krótkich modułach: jak notować, jak odpowiadać, jak zbudować tezę i argument. Do każdego ćwiczenia klucz z wyjaśnieniem i bezpłatny zestaw sprawdzający online. Zobacz e-book →

Najpierw sprawdź za darmo — bezpłatny fragment, 13 stron →

E-book · 139 stron Teza, argument, kontekst — krok po kroku Wiesz, co napisać, ale nie wiesz, jak to ułożyć? E-book TAK — Teza, Argumenty, Kontekst prowadzi przez to w sześćdziesięciu modułach, a w części ósmej pokazuje cztery pełne realizacje maturalne z zaznaczoną wprost w tekście funkcją każdego zdania. Zobacz e-book →

Najpierw sprawdź za darmo — bezpłatny fragment, 13 stron →

E-book · 213 stron Wszystkie 76 zadań jawnych — opracowane po kolei E-book Matura ustna 2027: do każdego zadania z puli CKE propozycja tezy, argumenty oparte na lekturze i konteksty. Plus 15 autorskich zadań niejawnych do treningu drugiej części egzaminu. Zobacz e-book →

Najpierw sprawdź za darmo — bezpłatny fragment, 8 stron →

Potrzebujesz pomocy?

Chcesz lepiej zrozumieć ten materiał?

Na korepetycjach online wspólnie omówimy lekturę, interpretację i konteksty — tak, żebyś świetnie poradził sobie na maturze. Indywidualnie, w Twoim tempie.

Sprawdź korepetycje z języka polskiego → 📞 512 858 679 📧 admin@polskimatura.pl

Czytaj dalej w tym dziale